O piłce nożnej, o Widzewie, o ŁKS, o łódzkim sporcie, o sporcie w ogóle... Często złośliwie i z ironią
Blog > Komentarze do wpisu

Niezniszczalny obieżyświat Darci Monteiro

Darci Monteiro w Widzewie

44. urodziny obchodzi dziś Darci Monteiro. Kibice Widzewa pamiętają go na pewno. Przy al. Piłsudskiego występował co prawda tylko przez jeden sezon 2002/2003 (21 meczów), ale jest go za co pamiętać. To nie był jeden z tych dziesiątek, a pewnie i setek bezbarwnych graczy, jacy głównie przez ostatnią dekadę przewinęli się przez Widzew i o których pamiętać nie warto. Darci Monteiro to naprawdę był gość!

Do klubu trafił, gdy jego prezesem był Mirosław Czesny, a trenerem Dariusz Wdowczyk. To były te czasy, gdy do Widzewa miało wejść ITI. Jedna ekipa działaczy pojechała wtedy szukać piłkarzy do byłej Jugosławii, a druga do Ameryki Południowej.

Na al. Piłsudskiego trafili wtedy m.in. Miodrag Andjelković, Żelijko Mrvaljević, Oscar Vera i Paulo Perez (miał zdjęcie z Maradoną). No i Darci Monteiro, którego polecił Andjelković (poznali się w tureckim Antalyasporze).

Brazylijczyk, jak wspomniałem, to naprawdę był gość. Do Widzewa przyszedł jako napastnik, ale trener Franciszek Smuda (jeszcze przed startem rozgrywek zastąpił Wdowczyka, gdy okazało się, że ITI nie wejdzie do Widzewa) zrobił z niego lewego obrońcę (jak wcześniej z Rafała Siadaczki). Darci nie osiągnął przy al. Piłsudskiego tyle co Andrzej Michalczuk, ale walecznością mu dorównywał. Gdy podczas meczu z Pogonią Szczecin rozbił głowę i krew lała się strumieniami, on za nic w świecie nie chciał zejść z boiska. Klubowi masażyści musieli go na siłę prowadzić do budynku klubowego i tam zszywać ranę. Darci miał nerwy jak cholera.

Innym razem, podczas jednego z zimowych sparingów, aby rozbić nowe buty, Darci moczył je w lodowatej wodzie i śmigał po boisku aż miło. Taki to był kozak. Widzewscy lekarze opowiadali, że tak naprawdę Brazylijczyk w ogóle nie powinien grać zawodowo w piłkę, bo palce u nóg wypadały mu ze stawów i każdego miał w inną stronę. Ale od czego jest plaster. Przed każdym meczem Darci obklejał nim stopę i wychodził na boisko.

Brazylijczyka trudno zapomnieć także z jeszcze innego powodu - był niemalże klonem swojego rodaka Ronaldo. Zresztą Darci też grał w reprezentacji canarinhos. Do Łodzi przyjechał z wycinkiem z jednej z brazylijskich gazet, w której pisano o jego występie w drużynie narodowej przeciwko Polsce w towarzyskim meczu. Strzelił nam dwa gole. Okazało się zresztą, że była to druga reprezentacja Brazylii.

Po sezonie Darci wrócił do Brazylii, chociaż chciał zostać. W Widzewie czuł się dobrze, a do tego w Łodzi poznał dziewczynę. Wyjechał, ale później często ją odwiedzał. Aha i jeszcze coś... Zanim trafił do Widzewa grał w Portugalii, Stanach Zjednoczonych, Turcji i Arabii Saudyjskiej, a po łódzkiej przygodzie w Malezji, Grecji, Libanie i Wenezueli. Po zakończeniu piłkarskiej kariery był skautem.

Niezły obieżyświat, co? Ale i tak nie przebił swojego kumpla z Antalyasporu i Widzewa - Andjelkovicia. Serb urodzony w Kosowie grał w Jugosławii, Hiszpanii, Niemczech, Izraelu, Turcji, Brazylii, Polsce, Korei Południowej, Japonii, Kazachstanie, na Ukrainie, w Arabii Saudyjskiej, Serbii, Chinach, Rumunii i Kanadzie.

Paolo Maldini, przez całą karierę wierny Milanowi, pewnie złapałby się za głowę.

PS. Darci'emu życzę sto lat! Może czyta tego bloga:)

środa, 26 września 2012, bderdzik

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: robotnik, *.toya.net.pl
2012/09/26 18:51:01
Przepraszam, że nie na temat ale mimo całej sympatii dla Darciego, uważam że sprawa stadionu jest ważniejsza:)
Naprawdę uważa Pan, że dla przeciętnego, nie zainteresowanymi rozróbami kibica, dotarcie na stadion ŁKS odbędzie się bez problemów środkami komunikacji miejskiej? Czy pojechałby Pan z synem w szaliku tramwajem nr 8 z Teofilowa na al. Unii nie obawiając się o zdrowie dziecka. Wątpię. Byłoby to nieodpowiedzialne. Pisał Pan, że agresywnych kibiców jest coraz mniej o czym świadczy frekwencja na meczach łódzkich drużyn. Obawiam się, że na mecze Widzewa przychodziliby tylko kibice szukający pozasportowych atrakcji, bo ci "normalni" po prostu by się bali. Równie dobrze Widzew rozgrywać mógłby swoje mecze na Łazienkowskiej.
To prawda, że Widzew rozgrywał swoje mecze na ŁKSie ale to było cztery mistrzostwa Polski temu. Smutne, że klub który kiedyś dał tyle radości nie tylko łodzianom ale też wszystkim Polakom wciąż jest traktowany przez władze miasta jak niechciany gość, którym można pomiatać. W miastach, które szanują swoją historię byłoby to nie do pomyślenia. Wypada żałować, że Widzew nie jest rozpadającą się kamienicą, bo może wtedy Pani Prezydent znalazłaby środki na stadion przy al. Piłsudskiego.
-
Gość: dervisz, *.home.cgocable.net
2012/09/26 22:57:28
kolejny temat zastepczy widac p.Bartkowi brakuje odwagi aby pisac osprawach istotnych...
-
Gość: Czytelnik, *.193.162.164.tvsat364.lodz.pl
2012/09/27 08:29:34
Darci barwna postać, ale wolałbym przeczytać np. coś o kulisach wczorajszego spotkania w sprawie Stadionu.
Pozdrawiam
Zen
-
2012/09/27 11:08:11
Ludzie dajcie mi trochę odetchnąć:) Dervisz piszesz, że brakuje mi odwagi, by pisać w sprawach istotnych. Nie wiem, czy to miało mnie sprowokować, wkurzyć czy może naprawdę tak myślisz. O sprawach istotnych, jak to nazywasz, piszę od dawna na tym blogu, poczytaj sobie. Czasem chcę też napisać o sprawach mniej istotnych, np. powspominać Darciego. To w końcu mój blog.
Czytelniku Zenku, i Pan też przeciwko mnie? O stadionie dziś napiszę, bo podzwoniłem trochę i pogadałem z pewnymi ludźmi. Ale muszę też trochę popracować.
Pozdrawiam
-
Gość: Onkel, *.play-internet.pl
2012/09/27 12:30:16
Odkąd człek nauczył się gryzmolić, zagadnienie bytu i nie-bytu, stało się jednym z istotniejszych. Pisać o nie-bycie musi być frapujące. Niecierpliwie więc czekam, co z tym stadionem.
W mojej pamięci Darci pozostał jako chłop z charakterem. Jeden z nielicznych, którego zapamiętałem z tych czasów, kiedy Widzew przypominał poczekalnię dworca kolejowego. Przemieszczały się tłumy, ale nikt po to, aby tam zostać.
-
2012/09/27 12:32:31
W końcu coś o Darcim:) Dzięki. Piszę o stadionie i niedługo wrzucę.
pzdr
-
Gość: Czytelnik, *.193.162.164.tvsat364.lodz.pl
2012/09/27 13:10:08
Panie Bartku, ja przeciwko Panu? Nie śmiałbym :) Nie mogę przecież w nieskończoność pisać że Pana bardzo lubię bo w najlepszym razie posądzą nas o profanację obszarów życia społecznego.
Dlatego też w trosce o dobro wspólne tematy o legendarnym Darcim Monteiro proponuję zostawić na sezon poSylwestrowy ;)

Jeżeli mój skromy głos może zaspokoić pańskie pragnienie wpisów na temat to... zapamiętałem tego zawodnika po tym że faktycznie walczył na boisku, ale nikt nie wiedział ile naprawde ma lat :) Pewien człowiek z klubu twierdził nawet że ma kości 60-latka :)
-
2012/09/30 23:23:08
A ja, w przeciwieństwie do wszystkich komentujących, nie będę domagał się pisania jedynie li tylko o stadionie widzewskim, znam Bartka i wiem, iż, jeśli będzie coś interesującego do przekazania, napisze o tym, a takie wiercenie dziury w brzuchu może być co najwyżej irytujące.
Darci Monteiro - hmm, jak to określiłeś Bartku, kozak był z niego niezły, potrafił zasuwać na boisku i nie odpuszczał. To wszystko prawda z tymi plastrami, jak też, że po prześwietleniu stopy któryś z lekarzy oglądających kliszę stwierdził, że kości ma jak u jego matki. Nie pomnę już przed jakim meczem, ale nie byłby w stanie wybiec na boisko, gdyby doktor nie ostrzyknął mu środkami przeciwbólowymi dwóch czy trzech stawów palców w jednej ze stóp. Podczas meczów był przykładem widzewskiego charakteru, chociaż obieżyświat był zeń, lecz na treningach to średnio przykładał się, robił niby swoje, ale, gdy tylko nadarzała się okazja, był jednym z pierwszych do tego, by przejść obok zajęć. Poza tym ja wspominam Darciego bardzo pozytywnie, nauczyłem się odeń trochę brazylijskiej odmiany portugalskiego, więc wesoło było, bo dogadywaliśmy się zupełnie nieźle.
Cóż, lepiej jednak niech podobne czasy nie wracają do Widzewa, poczekalnia - to nazbyt nawet łagodne określenie dla tego, czego wówczas byłem świadkiem... Stawiajmy na młodzież, może będą osiągać podobne wyniki, jak czerwono-biało-czerwoni przed dekadą, lecz zdobędą doświadczenie, które wkońcu kiedyś zaprocentuje.